The Hurt Locker

Powinnam zacząć od tego, że kino wojenne, obok horrorów należy do gatunków przeze mnie raczej omijanych. Te pierwsze są często dla mnie zbyt brutalne, na tych drugich najzwyczajniej się boję, a tego nie lubię. Na ‘Hurt locker’ trafiłam przypadkiem, czekając na rozdanie Oskarów. Pomimo pozycji horyzontalnej na kanapie i późnej pory seansu – nie usnęłam. Historia mnie wciągnęła, choć nie pochłonęła bez reszty. Paradokumentalny styl doskonale skomponował się z historią w zasadzie bez historii. Miałam wrażenie, że oglądam serię zdarzeń, a nie klasyczną opowieść. Dlatego też zdziwił mnie Oskar za scenariusz, którego obecności nie zauważyłam. Bynajmniej nie jest to zarzut, nie wiem nawet, czy systematyczne prowadzenie historii ku jakiemuś zakończeniu nie popsułoby efektu. Bo całość jest efektowna, a w filmie podoba mi się wiele rzeczy, od gry aktorskiej, na samym pomyśle i (wydaje mi się) autentyczności kończąc. Główny bohater jest saperem o życiu osobistym z którym chyba sobie nie radzi (a przynajmniej takie odebrałam z ekranu sygnały) i to nie dlatego, że jest ono skomplikowane, ale że go przerasta. Tak, jakby było zbyt trudne do opanowania. Przeciwnie jest z bombami – ryzykuje, często balansuje na krawędzi, spotyka się z krytyką ze strony kolegów (zarzucają mu zbytnią zuchwałość), ale w ich rozbrajaniu nie ma sobie równych. W zetknięciu z materiałem wybuchowym, błyskawicznie ocenia sytuację, jego ruchy są precyzyjne, i zdaje się czuć jak w swoim środowisku naturalnym. I po 365 dniach misja się kończy, a tym samym powrót do domu i życie bez ciągłego dopływu adrenaliny, balansowania na granicy – tylko z pozoru prostsze. Tę pozorność doskonale odzwierciedla scena zakupów. William ma kupić płatki, staje w supermarkecie przed półką, z co najmniej kilkunastoma ich rodzajami i okazuje się, że dokonanie wyboru jednych, najzwyczajniej go przerasta. I wcale mnie nie dziwi jego powrót na front (choć wcześniej wręcz liczone są dni do końca misji) gdzie czuje się jak w domu. Nieważne w tym filmie jest miejsce akcji, że to jest Irak, 21 wiek. Właściwa akcja ma miejsce wewnątrz umysłu bohatera, ciągłym poczuciu zagrożenia, uzależnieniu od adrenaliny i wreszcie asymilacji. Tak doskonałemu wpasowaniu się w krajobraz wojenny, że życie poza nim jest trudne, a może wręcz niemożliwe? I to wydaje mi się okrutnie prawdopodobne. Konflikt, ciągła walka gromadzą się w żołnierzach, którzy są jak pionki na szachownicy, a swój ból przechowują gdzieś bardzo, bardzo głęboko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz