Alicja w krainie czarów

Bajka o Alicji tak jak o Puchatku czy Piotrusiu Panu ma co najmniej kilkanaście znaczeń i niezliczoną ilość symboli, jest historią na tyle wielowarstwowa, że próba jej ekranizacji wiąże się z podjęciem wyboru – na czym się skupić? U Tima Burtona mamy Alicję, dziewczynkę z olbrzymią wyobraźnią, która nie do końca chce wyjść za mąż za lorda (będącego jej przeciwieństwem) czego oczywiście oczekuje od niej rodzina… Bohaterka nie wie kim jest, ale na pewno nie Tą Alicją, której wszyscy szukają (i to zarówno w, jak i poza króliczą norą). Buntuje się przeciw przeznaczeniu, za wszelką cenę chce decydować za siebie (nie wie jednak, że te wybryki też zostały przewidziane). Co prawda w tej kwestii mam wrażenie, że trochę za bardzo zbliżył się do Opowieści z Narni. Mamy zatem walkę z przeznaczeniem, uporczywe poszukiwanie samego siebie zakończone oczywiście sukcesem i na tym bym poprzestała. Nie oczekiwałam od Burtona bardziej skomplikowanej treści, przesłania ukrytego za milionem aluzji, symboli, alegorii – wręcz spodziewałam się swego rodzaju wariacji na temat Alicji. Przekaz filmu jest banalny, zrozumiały chyba nawet przez dzieci. Cały film jest jak na Burtona przystało bardzo kolorowy. Reżyser zabiera nas do swojego świata i muszę przyznać, że jest w tym konsekwentny. Wizualnie, w odbiorze Alicja bardzo przypomina mi zarówno Charliego i jego fabrykę czekolady, jak i Gnijącą pannę młodą. Wszystkie trzy filmy to ekranizacje bajek i szczerze mówiąc wcale mi nie przeszkadza przyjęta przez Burtona konwencja. Mówiąc o samej formie muszę zaznaczyć, że nie widziałam Awatara, ale po Alicji nie mam już potrzeby jego oglądania. Efekty podobno są gorsze od tych z filmu Camerona – mi wystarczyły i nawet się podobały, tylko szczerze mówiąc całe to efekciarstwo nie jest dla mnie naturalnym etapem rozwoju kinematografii, ale może nie znajduję w grupie docelowej tej technologii? Zwłaszcza, że poprzedzające film zapowiedzi zbliżających się produkcji w tej technologii nie zachęciły mnie zbytnio do ich obejrzenia, a nawet z ulgą odetchnęłam na myśl o 7 filmach, których nie czuję potrzeby zobaczyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz