Iron Man 2
Och jak się cieszyłam na majówkę, a wraz z nią odrobienie kinowych zaległości. I nawet dzisiejsza ulewa sprzyjała dobrym filmom... Ale jakoś nie wyszło - górę wzięły emocje i po raz kolejny przekonałam się, że może być wiele powodów do obejrzenia filmu. Nie jestem fanką ekranizacji komiksów, z superbohaterów uwielbiam właściwie tylko Batmana, a obsada Iron mana 2 nie zrobiła na mnie wrażenia - raczej szkoda mi dobrych aktorów spłacających kredyty takimi dziełami. Niemniej dwu godzinną walkę o uratowanie świata oglądało mi się bardzo dobrze, choć pewnie obcięła bym to starcie o parę scen, a niektóre bym mocno skróciła. Wzdychałam co i rusz do głównego bohatera, razem z nim łącząc się w bólu i czasem tyle wystarczy by wyjść z kina w pełni usatysfakcjonowanym. Tak sobie myślę, że takie filmy też są czasem potrzebne nawet jeśli nie czujemy katharsis, nie wnoszą absolutnie nic nowego, a na dodatek są sequelem. Tym razem nie będzie ani słowa o zdjęciach, scenariuszu czy grze aktorskiej- przestają mieć one jakiekolwiek znaczenie gdy na ekranie oglądam jak świat ratuje Robert Downey jr.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz