Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Incepcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Incepcja. Pokaż wszystkie posty

Incepcja

Miałam być zachwycona. No dobra przynajmniej miało mi się podobać, wciągnąć, zaskoczyć, miało być czymś innym. Incepcja. Przez dwie godziny próbowano mnie wciągnąć do świata podobnego z Matrixa, próbowano niezwykle nieskutecznie. Szkatułkowa forma została wykorzystana w niezwykle schematyczny sposób. Płaszczyzny miały ten sam schemat, w zasadzie różniły się tylko ilością oddanych strzałów i scenerią. Do tego sztucznie według mnie wywołana głębia głównego bohatera, i mimo wszystko brak suspensu (od conajmniej połowy filmu). A całość nijaka wizualnie. No właśnie na zdjęcia też bym pomarudziła - jedyna sceneria, która mnie porwała i zachwyciła to moment treningu architekta (oglądając ostatnio filmy z USA odnoszę wrażenie, mają obowiązek umieszczania co najmniej jednego architekta jako bohatera...) i zaginanie przestrzeni Paryża wbrew prawom fizyki... a przecież Batman był tak porywający! I ta dziewczyna, architekt - mądrala życiowa wiecznie z bandamką na szyi (czy to coś symbolizuje?), która wszystko wiedziała, a swą wiedzę przekazywała za pomocą głębokich myśli złożonych z wielkich słów... nie, nie tak miałam powrócić do raportów z kina, ale aż mnie palce swędziały żeby się pożalić. Może tak bardzo związałam się ze swym otoczeniem i do niego na sztywno przylgnęłam, że sny do mnie nie przemawiają? Nie mniej jednak i to wyjście do kina ma swoje plusy - kiedy historia na ekranie nudziła mnie na tyle, że myślami podążałam gdzieś indziej przypomniał mi się film, nieporównywalnie lepszy, formalnie podobny, który zachwyca, choć bez efektów specjalnych, wciąga i zaskakuje - Pamiętnik znaleziony w Saragossie - film, książka, które pokazały, że lektury szkolne wcale nie koniecznie muszą być nudne i sztampowe. A ja wyraźnie wraz z przykręceniem klimatyzacji w salach kinowych staję się wymagająca.